20.08.2009 Zachodniopomorskie świętuje Europejskie Dni Dziedzictwa przez cały wrzesień
Krajowa inauguracja tego niezwykłego święta zabytków w tym roku odbędzie się w Kołobrzegu - Bardzo się o to w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego staraliśmy, bo predysponuje nas do tego historia miasta i zabytki - mówi prezydent Kołobrzegu Janusz Gromek. - Każdy w tym roku pokazuje to, co ma najlepszego odnośnie do hasła: "Zabytkom na odsiecz! Szlakiem ogrodów, zamków i twierdz" - mówi Cezary Nowakowski, dyrektor Biura Dokumentacji Zabytków w Szczecinie. - Bardzo angażują się mniejsze ośrodki. Kołobrzeg rzeczywiście przygotował najatrakcyjniejszy program. Z kurortu można się będzie wybrać np. na wycieczki "Szlakiem zabytków lotniczych na Pomorzu Zachodnim" albo "Szlakiem militarnych atrakcji powiatu" (np. zwiedzanie BAS-19 na terenie Punktu Bazowania Marynarki Wojennej w Kołobrzegu czy dawnego lotniska wodnosamolotów w Rogowie). Na pieszym rajdzie zabytków przyrody powiatu kołobrzeskiego będzie m.in. 800-letni dąb Bolesław, 640-letni dąb Warcisław i 600-letni dąb Bogusław. W innych zachodniopomorskich miastach swe podwoje otwierają muzea, galerie i instytucje kultury. Z wachlarza imprez w Szczecinie ciekawie zapowiada się wystawa w Książnicy Pomorskiej "Ocalić od zapomnienia. Zabytki Pomorza Zachodniego w latach 50. XX w. w obiektywie prof. Tadeusza Białeckiego" (12 września). Muzeum Narodowe w Szczecinie zaprezentuje ołtarz z Wkryujścia (18 września). Z Maciejem Słomińskim, prezesem Stowarzyszenia na rzecz Cmentarza Centralnego wyruszyć będzie można szlakiem ostatnich prac konserwatorskich na terenie nekropolii (26 września). Zamek Książąt Pomorskich z przewodnikiem zwiedzać będzie można i za dnia, i w świetle iluminacji (11 września). W cyklu "Wieś w mieście - miasto we wsi" poznać będzie można z przewodnikami Warszewo (6 września), Osów (13 września) i Krzekowo (20 września). - Tę imprezę warto polecać. Europejskie Dni Dziedzictwa gromadzą bardzo wiele osób, które są pasjonatami historii - stwierdził podczas wczorajszej prezentacji planów wicemarszałek Witold Jabłoński. To niezwykłe doroczne święto - za każdym razem z innym motywem przewodnim - zainicjowała Rada Europy w 1991 r. Jego celem jest upowszechnianie narodowego i regionalnego dziedzictwa kulturowego jako źródła kultury europejskiej. Oficjalna inauguracja w Kołobrzegu - 13 września. Szczegóły na www.bdz.szczecin.pl Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin
 19.08.2009 Remont sterczyn na opolskim Rynku
Ruszyła przebudowa pięciu zabytkowych wieżyczek na jednej z kamienic w opolskim rynku. - Pieniądze na ten cel były wcześniej zabezpieczone w budżecie. Remont sterczyn, bo tak nazywają się te prace konserwatorskie, potrwa do listopada - mówi Dagmara Kostrzewska, współpracownik miejskiego konserwatora zabytków. Remont wieżyczek był już konieczny. Kamienica jest w złym stanie technicznym. W każdej chwili zabytkowe elementy budynku mogły odpaść, a to stanowiło niebezpieczeństwo dla przechodniów. - Przy okazji remontu okazało się, że wieżyczki są barokowe i stanowią wyjątkowo cenny zabytek dla miasta - dodaje Kostrzewska. Źródło: Gazeta Wyborcza Opole
Foto: / Wiki Commons
17.08.2009 Dla miasta wyburzyć zabytek to najłatwiejsze
Wojewódzki warmińsko-mazurski konserwator zabytków chce, by spalony budynek w koszarach w Olsztynie został odbudowany. Miasto twierdzi, że to niemożliwe i odwołało się od decyzji konserwatora do ministra kultury, a to otwiera drogę do zburzenia zabytku. Wywiad z Tomaszem Kursem.
Foto: Tomasz Waszczuk / AG 13.08.2009 Lista radomskich zabytków powiększyła się o trzy obiekty
Konserwator dopisał do rejestru miejsce pamięci pomordowanych radomian i dwie kamienice. To wydarzenie niecodzienne. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat do rejestru zabytków wpisano zaledwie dwa radomskie obiekty. Aż do ubiegłego roku, kiedy to w czerwcu i sierpniu rejestr powiększył się o trzy pozycje. Prawem chronione jest już Miejsce Pamięci Narodowej na terenie dawnej Fabryki Broni. Chodzi o dwa pomniki ku czci pracowników zamordowanych w 1942 roku. Fabryka Broni po zajęciu Radomia przez okupanta niemieckiego została ponownie uruchomiona pod zarządem firmy Steyer-Daimler-Puch i kontynuowała produkcję na potrzeby III Rzeszy. Grupa tam zatrudnionych ściśle współpracowała ze Związkiem Walki Zbrojnej, dostarczając żołnierzom podziemia części do pistoletów. Za tę działalność 16 października 1942 roku przed gmachem zakładu hitlerowcy powiesili publicznie 15 pracowników. Oba pomniki wraz z działkami pod nimi są własnością gminy. Miasto odkupiło je od syndyka Zakładów Metalowych za niecałe 40 tys. zł, gdy ten wystawił je na sprzedaż. W rejestrze zabytków jest już XIX-wieczna kamienica przy ul. 25 Czerwca 18. Sprawa jest o tyle ciekawa, że zwykle właściciele budynków bronią się przed wpisem ich do rejestru. Obawiają się trudności związanych choćby z prowadzeniem prac remontowych, które muszą się wtedy odbywać pod nadzorem i za zgodą konserwatora, co zwykle wiąże się z zakupem odpowiednich materiałów budowlanych i tym samym z większymi kosztami. Tymczasem w tym przypadku grupa współwłaścicieli kamienicy uznała, że właśnie wpis do rejestru pomoże uchronić budynek przed nieodpowiedzialnymi remontami, które prowadzone bez niczyjego nadzoru i uzgodnień ingerują w wygląd kamieniczki, jak choćby samowolna wymiana stolarki okiennej połączona z zamurowaniem części otworu okiennego. Poza tym, jak uzasadniają, wpis do rejestru otwiera możliwości starania się o dofinansowanie prac remontowych choćby z funduszy Unii Europejskiej i pieniędzy miasta. Także w rejestrze zabytków znalazła się wreszcie przepiękna, choć mocno podniszczona kamienica Glogierów stojąca przy ul. Sienkiewicza 12. Zaprojektowana przez Józefa Piusa Dziekońskiego została wybudowana w 1914 roku dla senatora Macieja Glogiera i jego rodziny. Od 1945 roku mieściły się tu Wolna Szkoła Rysunku, Malarstwa i Rzeźby założona przez Wacława Dobrowolskiego, następnie Ogniska Plastyczne i Szkoła Plastyczna I Stopnia. Przez ostatnie lata zamieszkiwali ją lokatorzy, dzisiaj większość pomieszczeń stoi pusta. - Bardzo się cieszę, że kolejne obiekty będą chronione prawem - mówi Aleksander Sawicki ze Społecznego Komitetu Ratowania Zabytków Radomia. Przypomina, że SKRZR zabiegał o wpisanie do rejestru m.in. pomników z terenu dawnej Fabryki Broni. - Złożyliśmy także wnioski o objęcie ochroną osiedla Fabryki Broni przy ul. Dowkonta (to przykład przepięknej przedwojennej architektury) czy cmentarza wojskowego. Na razie bez powodzenia - mówi Sawicki. Źródło: Gazeta Wyborcza Radom
 Foto: Karolina Falkiewicz / AG
13.08.2009 Warszawski Mariensztat w rejestrze zabytków
Mariensztat - część warszawskiej dzielnicy Śródmieście - został wpisany do rejestru zabytków przez Barbarę Jezierską, konserwator zabytków województwa mazowieckiego. Jak poinformowała PAP w czwartek rzeczniczka wojewódzkiej konserwator zabytków, Monika Dziekan, granice układu urbanistycznego objętego ochroną konserwatorską przebiegają od północy wzdłuż ulicy Nowy Zjazd, od wschodu wzdłuż ulicy Dobrej, od południa wzdłuż podwórek ulicy Bednarskiej i od zachodu wzdłuż linii dawnych murów miejskich. Mariensztat był drugim wzniesionym po wojnie osiedlem mieszkaniowym; wybudowany został w latach 1948-1955. Architekci Biura Odbudowy Stolicy pod kierunkiem Zygmunta Stępińskiego i Józefa Sigalina przygotowali projekt osiedla dla przodowników pracy - budowniczych Trasy W-Z. Projektanci osiedla próbowali luźno nawiązać do XVIII-wiecznej zabudowy małomiasteczkowej. Niektóre kamieniczki budowano bijąc rekordy szybkości, zaledwie w kilka dni, co odbiło się na kiepskiej jakości murów. Osiedle oddano do użytku 22 lipca 1949 roku, wraz z trasą W-Z. O Mariensztacie śpiewano piosenki m.in. "Małe mieszkanko na Mariensztacie" czy "Wieczorem na Mariensztacie", osiedle sportretowano też w socrealistycznej komedii muzycznej "Przygoda na Mariensztacie" w reż. Leonarda Buczkowskiego (1954). Obszar dzisiejszego Mariensztatu już od czasów lokacji Warszawy pełnił ważną funkcję komunikacyjną dla miasta. Od XVII w. aż do wybuchu II wojny światowej był intensywnie zabudowywany. Mieściły się tam hotele, zajazdy oraz obiekty obsługujące ruch na rzece. Na Mariensztacie przed 1939 rokiem stanęły budynki będące dziełami ówczesnych architektów, m.in. Antoniego Corazziego, Szymona Bogumiła Zuga, Alfonsa Kropiwnickiego czy Fryderyka Alberta Lessela. W czasie II wojny światowej zniszczeniu uległa większość zabudowy na terenie dzielnicy. Mariensztat leży u stóp Zamku Królewskiego; topograficznie przylega - od południa - do Starego Miasta, od którego jest oddzielony nasypem prowadzącym na most Śląsko-Dąbrowski. Od wschodu odseparowany jest od Wisły jedną z głównych arterii Warszawy - Wisłostradą, od południa osiedle wyraźnie oddziela od reszty Powiśla pas zieleni, a na zachodzie granicę stanowi skarpa z ulicą Bednarską, której dolna połowa stoku należy do Mariensztatu. Źródło: PAP
Foto: Alina Gajdamowicz / AG
06.08.2009 Dawna fabryka mydeł w Warszawie została zabytkiem
Zespół budowlany na warszawskiej Pradze, w którym dawniej mieściła się fabryka mydeł toaletowych, perfum i kosmetyków Florange, został wpisany do rejestru zabytków przez mazowiecką wojewódzką konserwator zabytków Barbarę Jezierską. Jak poinformowała PAP w czwartek rzeczniczka mazowieckiej konserwator zabytków, Monika Dziekan, o uznaniu architektonicznej wartości budowli zdecydowały przede wszystkim dekoracja plastyczna fasady kamienicy głównej oraz elementy pierwotnego wystroju klatek schodowych. "To bardzo dobrze zachowany fragment przedwojennej zabudowy Pragi" - podkreśliła Dziekan. Wpisana do rejestru zabytków budowla znajduje się przy ul. Stalowej 34 i składa się z kamienicy oraz trzech oficyn; ten neobarokowy obiekt powstał najprawdopodobniej w latach 1890-1910. W skład zespołu budowlanego wchodzą: budynek frontowy z bramą wjazdową od ulicy Stalowej, dwie oficyny mieszkalne oraz oficyna poprzeczna (pofabryczna). Z oryginalnych elementów wystroju kamienicy zachowały się żeliwne balkony z balustradami oraz detal architektoniczny na fasadzie budynku oraz - we wnętrzu obiektu - m.in. klatka schodowa. Po I wojnie światowej w budynku oficyny pofabrycznej działał zakład Florange produkujący mydła toaletowe, perfumy i kosmetyki. Funkcjonował on w sąsiedztwie innych fabryk - Przemysłu Tłuszczowego Schicht - Lever (przy ul. Szwedzkiej 16/20) i Fabryki Mydła Sport (przy ul. Grodzieńskiej 47). W 1932 roku miasto wydzierżawiło obiekt i przeznaczyło na siedzibę koedukacyjnej szkoły powszechnej nr 44. Po 1945 roku przekształcono go w budynek mieszkalny. Od dwudziestu lat budynek stoi jednak pusty; jego mieszkańcy zostali wysiedleni z powodu złego stanu technicznego obiektu. O byłej fabryce zrobiło się głośno, kiedy Praski Zarząd Gospodarowania Nieruchomościami zdecydował się na rozbiórkę byłej fabryki, ze względu na jej zły stan. W maju ogłoszono przetarg na jej rozbiórkę. Wówczas zareagowali członkowie organizacji społecznej Stowarzyszenia "Nowa Praga" i złożyli wniosek o jej wpis do rejestru zabytków. Rzeczniczka mazowieckiej konserwator zabytków, pytana o to, kto zajmie się teraz remontem budowli, powiedziała PAP, że wyremontowanie i zabezpieczenie techniczne budynku leży w gestii właściciela. Źródło: PAP
 Foto: Jakub Ostałowski
21.07.2009 Kolejne dotacje na białostockie zabytki podzielone
Pierwsze tegoroczne dotacje zostały rozdzielone jeszcze przed wakacjami. Okazało się wówczas, że z 500 tys. zł zostaje do rozdzielenia jeszcze ok. 130 tys. Magistrat ogłosił więc drugi nabór. Wpłynęło w nim pięć wniosków. I choć wszystkie spełniły wymogi formalne, jeden odpadł z innych powodów. Chodzi o kamienicę przy Wojskowej 4, której właściciele chcieli odświeżyć przykurzone elewacje. Komisja oceniająca wnioski uznała jednak, że przydzielenie im dotacji byłoby drobnym "przegięciem". Oceniono, że wykonana w 2002 r. termomodernizacja budynku przyczyniła się do utraty wartości artystycznych i historycznych. Warto nadmienić, że przyczynił się do tego zresztą ówczesny konserwator, który oklejenie budynku z przełomu XIX i XX w. styropianem zaakceptował. Na dotacje może wstępnie liczyć natomiast czterech pozostałych wnioskodawców. I tak: właściciele budynku przy Rynku Kościuszki 24 mają szansę na wsparcie remontu elewacji kamieniczki z lat 50. XX w. (prawie 8,7 tys. zł). Na Rynku Kościuszki 32 może pojawić się nowy dach (wsparcie rzędu niespełna 16 tys. zł). Zaakceptowany wstępnie został również wniosek prawosławnej diecezji białostocko-gdańskiej na remont balkonów i stolarki wewnątrz budynku przy św. Mikołaja 3 (dotacja wysokości 42 tys. zł). A także wspólnoty z ulicy Elektrycznej, która chce wymienić dach na willi z numerem 6 (dotacja 37,7 tys. zł). Ostatecznie podział pieniędzy muszą zaakceptować jeszcze radni. Projekt odpowiedniej uchwały trafi na sesję rady miejskiej na początku września. Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
20.07.2009Pożar zabytkowej kamienicy w BiałymstokuDo pożaru zabytkowej, opustoszałej kamienicy przy ul. Sienkiewicza 63 doszło 14. lipca tuż przed godz. 15. Ogień, który opanował pierwsze piętro kamienicy, gasiły dwa zastępy strażaków.Dzięki szybkiej interwencji strażakom udało się uratować mienie warte ok. 200 tys. zł. Ich zdaniem pożar wybuchł na skutek podpalenia.Kamienica przy ulicy Sienkiewicza jest sukcesywnie niszczona. We wtorek paliła się dwukrotnie. Konserwator nie kwapi się jednak, by podjąć działania, które mogłyby ją uratowaćBudynek przy ul. Sienkiewicza 63 pochodzi z drugiej połowy XIX wieku. Od 1998 roku figuruje w wojewódzkim rejestrze zabytków.Wyróżnia się głównie ozdobną fasadą od strony ulicy. Ale ma również oryginalne wnętrza, można w nich znaleźć nawet XIX-wieczne płytki naposadzkowe. Jedne z ostatnich w mieście. Do niedawna znajdowały się również oryginalne balustrady na klatce schodowej. Niestety, gdy zaczął się wokół niej kręcić jeden z deweloperów - a dokładnie Yuniversal Podlaski (przygotowany przez dewelopera projekt można już nawet obejrzeć na jego stronie internetowej) - zaczęły się z nią dziać dziwne rzeczy. Wiadomo, że zginęły z niej balustrady. Teraz zaczęto w niej zaprószać pożary. Pierwszy - może kilkanaście dni temu. We wtorek - następne. Strażacy tego dnia odebrali dwa sygnały - pierwszy o 14.37, drugi o 18.36. Tak więc, choć kamienica zabytkiem jest, nikt nie obchodzi się z nią jak z zabytkiem. Nawet konserwator, którego obowiązkiem jest ochrona.- Z tej kamienicy mają zostać właściwie tylko dwie elewacje. Od Sienkiewicza i od placu Wyzwolenia - usłyszeliśmy wczoraj od Andrzeja Nowakowskiego, podlaskiego konserwatora zabytków. - Taki projekt przygotował Yuniversal. Zakłada on też remont elewacji od Sienkiewicza i uzupełnienie brakujących detali. Reszta ma być i tak wyburzona.Na pytanie, czy jest to projekt już zatwierdzony, Nowakowski odpowiada: - Jeszcze nie.- Tak więc nie powinniśmy chyba rozmawiać o planach, ale o zabytkowej kamienicy, która dziś jest całością, i która jest dewastowana. Czy podejmie pan jakieś kroki, by ją ratować? Czy złoży pan np. doniesienie do prokuratury, że właściciel nie potrafi zabezpieczyć swojego zabytku i doprowadza do jego zniszczenia? - pytamy.Tu z odpowiedzią jest już gorzej. Do prokuratury Nowakowski na pewno nie zamierza się fatygować.- Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, czy coś zrobimy z tą sprawą. To policja powinna poszukać sprawcy, poczekam na protokoły z policji i straży pożarnej i wtedy zadecyduję, co dalej - stwierdził. Po czym dodał, że porozmawia z inwestorem, by zabezpieczył lepiej budynek.Za takie słowa suchej nitki na konserwatorze nie zostawiają osoby związane z białostockim oddziałem Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.- Służby konserwatorskie są od tego, by zmusić właściciela zabytku do jego ochrony, a nie od przyglądania się, jak jest niszczony - komentuje Jarosław Chodynicki, prezes TOnZ. - Te ostatnie podpalenia to naszym zdaniem efekt wieloletnich zaniechań konserwatorskich i ich zwieńczenie. Nasuwa się pytanie: czy był to pożar przypadkowy, czy też podpalenie, bo komuś zależy, by kamienicę można było wyburzyć?Szefowie Yuniversalu Podlaskiego byli wczoraj poza biurem. Wiceprezes spółki Tadeusz Zimnoch, którego udało się złapać na telefon komórkowy, gdy dowiedział się, o czym chcemy rozmawiać, odpowiedział, że oddzwoni. Nie doczekaliśmy się. Później już nie odbierał w ogóle komórki.Źródło: gazeta.pl Białystok
 Fot. W. Jakubicz
17.07.2009 Pierwsze czytanie projektu ustawy o ochronie zabytków
Poprawę warunków ochrony zabytków w Polsce i uproszczenie przepisów dotyczących ich wywozu za granicę - zakłada rządowy projekt nowelizacji ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. W czwartek po pierwszym czytaniu projekt trafił do prac sejmowej podkomisji Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. "W Polsce chronione są bezwzględnie tylko te zabytki, które są w rejestrze zabytków, natomiast nie podlegają ochronie zabytki znajdujące się w tzw. ewidencjach konserwatorskich. I obecna ustawa przewiduje, że te zabytki z ewidencji będą chronione, o ile zostaną zapisane w planach zagospodarowania przestrzennego. Problem polega na tym, że tylko 20 procent obszaru Polski ma takie plany, a to oznacza, że wiele zabytków z owej ewidencji konserwatorskiej jest pozbawionych należnej im ochrony" - powiedział PAP podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz generalny konserwator zabytków Tomasz Merta. Jak podkreślił, w projektowanej nowelizacji znajduje się zapis rozszerzający uprawnienia wojewódzkiego konserwatora zabytków, co pozwoli mu wypowiadać się w sprawie tych zabytków, które są wpisane do ewidencji konserwatorskiej, nawet jeśli nie ma planów zagospodarowania przestrzennego. "To jest znacząca różnica, która pozwoli lepiej chronić zasób zabytkowy w Polsce" - dodał Merta. Kolejną istotną zmianą nowelizacji ma być uproszczenie procedur związanych z wywozem zabytków z terytorium Polski. W jego ocenie, obecne regulacje należą do jednych z najbardziej restrykcyjnych w Europie. "Wszystko, co ma powyżej 55 lat, a w przypadku zabytków techniki powyżej 25 lat, musi uzyskać albo pozwolenie na wywóz od generalnego konserwatora zabytków albo zaświadczenie, że jest tylko obiektem o cechach zabytkowych, a nie prawdziwym zabytkiem" - mówił Merta. Zaznaczył, że w chwili obecnej, gdy Polska znajduje się w Unii Europejskiej i w strefie Schengen, na granicach Rzeczypospolitej i tak nie ma realnej kontroli tego, co jest wywożone. Według Merty, zmiany obowiązujących przepisów mają ograniczyć katalog zabytków na wywóz, których konieczne jest wydawanie pozwolenia przez organy konserwatorskie, tylko do szczególnie cennych i wartościowych. "Nowe przepisy będą bardzo precyzyjnie określać, które zabytki są na tyle cenne, że jest niezbędne uzyskanie pewnego pozwolenia na ich wywóz, natomiast w przypadku tych rzeczy które są mniej cenne uważamy, że mogą one być poddane normalnemu obrotowi rynkowemu" - mówił. Jak dodał, nowelizacja pozwoli "lepiej chronić to, co jest naprawdę wartościowe, gdyż próba chronienia absolutnie wszystkiego jest w tej chwili skazana na niepowodzenie". "W świetle obecnego prawa, jeśli ktoś na przykład wchodzi do antykwariatu, by kupić komuś za granicą w prezencie książkę wydaną, dajmy na to w 1937 roku, to musi się wstrzymać, bo dowie się, że żeby taką książkę wywieźć za granicę musi sprostać długiej, bo to przecież nie jest z dnia na dzień robione, procedurze. A ta książka nawet jeśli była wydawana w 1937 r. jest efektem masowej produkcji i nie jest to książka, która by stanowiła element cenny dla dziedzictwa kulturowego" - mówił Merta podkreślając, że przepisy staną się mniej uciążliwe dla obywateli. Za skierowaniem projektu nowelizacji do dalszych prac legislacyjnych jednomyślnie opowiedzieli się wszyscy posłowie połączonych komisji. źródło:wiadomosci.gazeta.pl
12.07.2009 Dlaczego neon nie świeci
Niszczeje neon, który przez lata witał wychodzących z wrocławskiego Dworca Głównego. By uratować "Dobry wieczór we Wrocławiu" potrzebne są nie tylko finanse, ale i prawna ochrona, czyli wpisanie go do rejestru zabytków. Trwa właśnie proces rejestracji Stowarzyszenia "Dobry wieczór we Wrocławiu", które zamierza walczyć o pieniądze na renowację i ponowne uruchomienie kultowego neonu. Wkrótce zostanie założone konto, na które będzie można przekazywać datki umożliwiające odtworzenie świetności tego jednego z najbardziej rozpoznawalnych wrocławskich dzieł sztuki. Tymczasem neon jest bezpański. Nie chcą go wyremontować i uruchomić ani PKP, które kiedyś sfinansowały jego powstanie, ani wspólnota mieszkańców, której przekazany został budynek przy ul. Piłsudskiego 106-114 wraz ze stojącym na dachu neonem. Wywiad z Andrzejem Kubikiem, wojewódzkim konserwatorem zabytków we Wrocławiu, można przeczytać tutaj Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
20.06.2009 Rzeźba Piety wróciła do Polski
Niemiecka policja odzyskała zabytkową rzeźbę Piety, zrabowaną 14 lat temu z kościoła w Świerczowie (opolskie). Pochodząca z XV wieku figura Marii i Jezusa jest już w Polsce, wkrótce wróci do kościoła, z którego ją skradziono. Odzyskaną przez policję rzeźbę zaprezentowano w czwartek dziennikarzom w Opolu. Do kradzieży figury doszło podczas nocnego włamania we wrześniu 1995 r. Wtedy nie udało się ustalić i zatrzymać sprawców przestępstwa, po dziele sztuki ślad zaginął na ponad 12 lat. W odnalezieniu rzeźby pomogło umieszczenie jej opisu w międzynarodowym katalogu skradzionych dzieł sztuki. Na trop zabytku wpadli w sierpniu 2007 roku niemieccy specjaliści z zespołu zwalczania przestępczości przeciwko dziełom sztuki i antykom z Wiesbaden i policja z Monachium. Rzeźba została wystawiona na sprzedaż w antykwariacie w Bamberg w Niemczech. Podejrzanym w tej sprawie jest niemiecki handlarz sztuki Mathias W. Jego przedstawiciele prawni podejmowali starania, aby udowodnić, że figura ta nie pochodzi z przestępstwa i nie jest tą, która została skradziona w Polsce. Aby utrudnić rozpoznanie skradzionego dzieła sztuki, z rzeźby m.in. usunięto polichromie. "Szczęściem w nieszczęściu jest to, że zrobiono to bardzo profesjonalnie, i teraz musimy podjąć decyzję, czy będziemy uzupełniać usunięte polichromie, czy pozostawimy Pietę w takim stanie" - tłumaczył dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Opolu, ks. prof.Piotr Maniurka. Batalia o udowodnienie, że wystawiona na sprzedaż w Niemczech Pieta została skradziona w Polsce, trwała dwa lata. Ostatecznie, po wielu ekspertyzach i dzięki dobremu przygotowaniu merytorycznemu niemieckich funkcjonariuszy, rzeźba we wtorek została przekazana do Polski. Obecny na prezentacji odzyskanej rzeźby opolski komendant wojewódzki policji, nadinspektor Bogdan Klimek, zaapelował do posiadaczy wszelkich dzieł sztuki, aby gromadzili maksymalnie dokładną dokumentację swoich eksponatów. "Dokładne fotografie i opisy będą najlepszą wskazówką dla policji w przypadku, gdyby doszło do kradzieży, i trzeba będzie poszukiwać utraconego dzieła sztuki" - podkreślił komendant. Źródło: PAP

9.06.2009 Spłonął zabytkowy spichlerz w Tarnobrzegu
Przyczyną było najprawdopodobniej podpalenie. To już kolejny zabytek, który znika w nie do końca jasnych okolicznościach... Tuż przed godziną 19-tą rozgorzał pożar zabytkowego, XIX-wiecznego spichlerza w Tarnobrzegu - osiedle Wielowieś. Zabytek jest wpisany do krajowego rejestru zabytków, był pozostałością po dawnym folwarku Tarnowskich z Dzikowa. Po godzinie nie było na co patrzeć, pożarowi przyglądali się gapie i strażacy, którym zabrakło wody i zapału do akcji.. Dach budynku już się zapadł - tłumaczył dyżurny straży pożarnej z Tarnobrzega. Dodaje, że spichlerz był podpalony. Strażacy jeszcze nie wiedzą kto jest właścicielem i jaka jest wartość budynku. Źródło: Alert24.pl

2.06.2009 Miasto ulżyło zarządcom toruńskich zabytków
Do tej pory podmioty zabiegające o miejską pomoc na konserwację zabytków w ciągu jednego roku musiały złożyć wniosek, wydać przyznane przez magistrat pieniądze i rozliczyć projekt. - To uciążliwa procedura dla osób prowadzących duże remonty - uważa Mirosława Romaniszyn, miejski konserwator zabytków. - Na koniec roku, np. po wyremontowaniu trzech ścian kościelnej wieży, musiały zakończyć prace. W następnym jeszcze raz aplikowały o wsparcie przez miasto konserwacji czwartej ściany i ponownie ogłaszały przetarg, by znaleźć wykonawcę robót. Teraz będzie inaczej, bo na ostatniej sesji radni pozwolili dofinansowywać remonty wieloletnie. Zmiana uchwały związana jest ze staraniami projektu "Toruńska Starówka - ochrona i konserwacja dziedzictwa kulturowego UNESCO" o pieniądze z Brukseli na renowację zabytków. Nasz wniosek przeszedł już I etap oceny merytorycznej i ma olbrzymie szanse na ponad 20 mln zł z unijnego budżetu. Z tej puli będą restaurowane m.in. elementy wystroju korpusu nawowego i wnętrza kaplic katedry św. Janów. - Potrwa to przez najbliższe cztery, pięć lat - mówi ks. Marek Rumiński, proboszcz parafii katedralnej. W tym roku toruńscy rajcy przeznaczyli na ratowanie zabytków 1,4 mln zł. Dotacje z kasy miasta dostanie 14 projektów. Najwięcej, bo aż 480 tys. zł, zainkasuje parafia św. Janów. Przeznaczy je na roboty konserwatorskie przy elewacji wieży katedralnej. Nieco mniej pieniędzy wpłynie na konto toruńskiej kurii diecezjalnej oraz parafii wojskowej i pw. Wniebowzięcia NMP. Pierwsza z wymienionych dostanie 230 tys. zł na: kontynuację renowacji i rekonstrukcji wejścia głównego do kamienicy przy ul. Żeglarskiej 7, adaptowanej na muzeum diecezjalne; naprawę nadproży ceglanych w przejściach pomieszczeń piwnicznych; przekonstruowanie zabytkowych stropów i sklepień pod montaż windy; wykonanie instalacji wentylacyjnej. Za 120 tys. zł będzie natomiast prowadzona konserwacja struktury murów kościoła garnizonowego, elementów metalowych i witraży. Z kolei parafia pw. Wniebowzięcia NMP dostanie 95 tys. zł na prace przy pomniku Anny z Leszczyńskich Potockiej oraz 24 tys. zł na konserwację dwóch konfesjonałów z ok. 1720 r. Ponadto dzięki wsparciu z miejskiej kasy wyremontowany i zaizolowany zostanie dach kamienicy przy ul. Konopnickiej 18, odtworzona będzie elewacja kamienicy przy ul. Mostowej 9 oraz gruntowną naprawę przejdzie front i poszycie mansardy budynku przy ul. Mickiewicza 86. Magistrat ma do rozdysponowania w tym roku jeszcze 530 tys. zł. Zgłosiło się po nie 16 chętnych. Pracownicy biura miejskiego konserwatora zabytków analizują złożone wnioski. W czerwcu chcieliby przedstawić rajcom listę zabytków oczekujących na dofinansowanie. Oprócz możliwości przyznawania wieloletnich dotacji na prace konserwatorskie, rada zdecydowała również, że osoby ubiegające się o miejską pomoc nie muszą do aplikacji o dofinansowanie dołączać pozwolenia na budowę. Wystarczy, że złożą wniosek o tego typu zgodę. - Uzyskanie pozwolenia na budowę i tak jest konieczne przed rozpoczęciem prac - mówi Romaniszyn. - Dzięki tej zmianie, wnioskodawcy będą mieli więcej czasu na zdobycie niezbędnych dokumentów. W tym roku właściciele lub zarządcy obiektów zabytkowych pierwsze podania o pomoc finansową na prace remontowe wraz z pozwoleniem na budowę składali do 28 lutego. Umowy z beneficjentami miasto podpisało 11 maja. Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

30.05.2009 9 mln dla zabytków z województwa podkarpackiego
Ponad 9 mln zł podzielił w tym roku wojewódzki konserwator zabytków. Ten rekordowy budżet to i tak tylko kropla w morzu potrzeb. Prawie 300 wnioskodawców prosiło o dotacje na ratowanie zabytków na łączną kwotę 88 mln zł. Prawie 3,5 mln zł trafiło do Kościołów i związków wyznaniowych, które złożyły największą liczbę wniosków. - Są największymi mecenasami zabytków i znakomicie się nimi opiekują, a dzieląc środki, braliśmy pod uwagę wartość zabytku, ale także jak pieniądze były tam wykorzystywane w poprzednich latach - uzasadnia Grażyna Stojak, podkarpacka wojewódzka konserwatorka zabytków. Za te pieniądze zostaną przeprowadzone remonty w 47 kościołach i cerkwiach i 26 innych obiektach kościelnych. Samorządy i właściciele prywatni dostali po ponad 1 mln zł, co ma wystarczyć na wyremontowanie 36 domów i kamienic, w tym 11 w Przemyślu i pięciu w Jarosławiu, a także 15 obiektów użyteczności publicznej i 13 dworów, zamków i pałaców (m.in. XVI-wiecznego zamku w Lesku, XVIII-wiecznego dworu w Nowosielcach i pałacu w Narolu). W pierwszej kolejności pieniądze dostały wszystkie wnioski odnoszące się do zagrożonych obiektów (takie były trzy) oraz budowli drewnianych (14). Niekiedy do składania wniosków o dotacje na ratowanie takich zabytków przekonywali właścicieli sami konserwatorzy. - Katastrofa budowlana grozi zabytkowemu młynowi we Fredropolu. To drugi tego typu zabytek w Polsce. Jego właściciele to starsi ludzie, którzy utrzymują się z dwóch emerytur. Pojechaliśmy na miejsce całą ekipą i namówiliśmy właścicieli, żeby złożyli wniosek o dotację - opowiada Stojak. Najwyższą dotacją został wyróżniony Jarosław. Władze tego miasta zdecydowały się zamienić cały zespół staromiejski w park kulturowy, a to oznacza, że podlega on szczególnej ochronie i opiece, ale także ścisłemu nadzorowi konserwatora zabytków. - To pierwszy park kulturowy na Podkarpaciu. Przyznając Jarosławowi tak wysoką dotację, chcemy dać innym miastom sygnał, że będziemy wspierać takie działania. Zresztą już sam tytuł parku kulturowego daje pierwszeństwo do ochrony - uzasadnia decyzję Stojak. O utworzeniu kolejnego parku kulturowego rozmawiała już z władzami Leska. Już teraz, na zachętę, dwa wnioski z Leska także zostały wyróżnione wysokimi dotacjami: kościół Nawiedzenia NMP dostał aż 200 tys. zł, a zamek - 150 tys. zł. Jak sugeruje konserwator - o status parku kulturowego powinna ubiegać się także Twierdza Przemyśl. Na zabytki ruchome konserwator przeznaczył tylko jedną trzecią wszystkich środków. - Jak ratować obrazy czy ołtarze, gdy dach przecieka? Najpierw trzeba zabezpieczyć substancję architektoniczną - wyjaśnia Stojak. Dotacja na zabytki ruchome wyniosła nieco ponad 3 mln zł, z czego ponad 2,6 mln zł także trafiło do kościołów i cerkwi (105 wniosków). Za tę kwotę odrestaurowanych zostanie 21 malowideł ściennych, 47 ołtarzy, 58 obrazów i rzeźb, a także kilka ikonostasów, ambon, organów, witraży, chrzcielnic i szat liturgicznych. Duża część tych prac to kontynuacje restauracji rozpoczętych w ubiegłych latach.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
17.05.2009 Starożytny kurhan z okolic Jarocina
Podczas wykopalisk w pobliżu Jarocina archeolodzy natknęli się na kurhan z połowy I wieku i niespotykane wcześniej na stanowiskach o podobnej chronologii przejawy rytuałów pogrzebowych. Badania wykopaliskowe na tym stanowisku rozpoczęły się w 2007 roku. Archeolodzy spodziewali się cmentarzyska kultury łużyckiej, gdyż w 1970 roku odkryto na nim wiele popielnic zawierających spalone szczątki przedstawicieli tej kultury datowanej na lata 1700 – 450 p.n.e. - Początkowo natrafiliśmy na rząd kamieni. Byłam przekonana, że to obstawa kolejnego grobu łużyckiego. Tymczasem okazało się, że jest to wieniec kamienny otaczający pozostałości po kurhanie z okresu wpływów rzymskich, którego nasyp się nie zachował, gdyż został zniszczony przez orkę. W centralnej części znajdowała się jama grobowa wyłożona kamieniami. Nie znaleziono szczątków kostnych, co być może związane jest z rabunkiem – relacjonuje Ewa Pawlak, kierownik badań z Pracowni Archeologiczno-Konserwatorskiej Aliny Jaszewskiej z Zielonej Góry. Wszystkie dary grobowe znajdowały się w południowej części jamy grobowej. Na pęku pałek wodnych złożono dwa rogi do picia, po których do dzisiaj zachowały się jedynie wykonane z brązu łańcuszki i okucia końców w formie zwierzęcych głów, zwieńczonych rogami. Archeolodzy znaleźli również trzy wykonane z brązu zapinki, z których jedna zdobiona jest stylizowaną głową zwierzęcą, i pochodzi z terenów Noricum i Panonii (prowincji rzymskich położonych na wschód od Alp) oraz dwa rogi zwierzęce, na których końcówkach zachowała się patyna z brązu. - Grób należy datować na połowę I wieku. To być może najstarszy kurhan należący do grupy tzw. kurhanów lubieszewskich – uważa Pawlak. Archeolodzy odkryli też dużą koncentrację grobów datowanych na I-III wiek n.e. Były to wyłącznie pochówki ciałopalne, gdzie skremowane szczątki umieszczano albo w popielnicach, albo bezpośrednio w jamie grobowej. Badaczy zaskoczył grób, w którym znajdowały się szczątki kilkuletniego dziecka. Wewnątrz jamy grobowej znaleźli srebrny pucharek i łyżkę. – Jak dotychczas tak bogate i elitarne wyposażenie znane jest wyłącznie z pochówków szkieletowych – podkreśla Pawlak. Oba przedmioty są rytualnie uszkodzone. Łyżka ma ułamany uchwyt, a pucharek poddano działaniu wysokiej temperatury – zapewne podczas kremacji z
|